biegam boso

tu i teraz. czas nie istnieje

Tęczowa trzynastka 18 października 2010

Filed under: Uncategorized — Asia Klar @ 6:33 pm

13-ta przeprowadzka w moim życiu.

Pierwszy raz za oknem samolotu zobaczyłam układ chmur do złudzenia przypominający podróż międzygwiezdną. Poczułam ogromne zmęczenie i smutek. „Chcę już być w domu…”. Tylko gdzie on jest? Zawieszona w powietrzu między Europą i Azją poczułam, że mojego domu nie ma. Nie ma go już w Polsce i nie ma jeszcze w Singapurze. Po policzkach popłynęły łzy. Taki moment żałoby związanej z utratą i lęku przed nowym i nieznanym. Potem pomyślałam, że jestem obywatelem świata. I moje miejsce jest wszędzie tam, gdzie zechcę. Lącznikiem z ziemią i uziemieniem są przyjaciele.

Pierwszy raz tak duża grupa znajomych i przyjaciół żegnała się z nami. Wirtualnie i realnie na lotnisku. Przypomniałam sobie dziewczyny stojące tydzień temu na trasie maratonu i krzyczące z całych sił „Asia, Asia!!!!”. Uściski i ostatnie przed odlotem ciepłe spojrzenia. Cudowny mail od mojej przyjaciółki, w którym nie wstydzi się smutku, łez i radości z tego, że mogłyśmy się spotkać. Niezwykle wzruszające chwile. Cieszę się, że mogłam ich dzięki tym wspaniałym ludziom doświadczyć.

Doktor Partap porównał kiedyś życie do terminala na lotnisku, na którym czekamy na odlot swojego samolotu. Jesteśmy w jakimś miejscu, poznajemy ludzi, którzy też się tam znaleźli w danym czasie. Możemy nawiązać relacje, zorganizować sobie ten czas, krótki lub dłuższy pobyt, w sposób jaki wybierzemy. Nie przywiązujemy się jednak do miejsca i ludzi, ponieważ lecimy dalej. Jeśli jednak dobrze to rozegramy uda nam się spotkać znajome, dobre dusze na kolejnym etapie. Nie znamy terminu odlotu a w każdej chwili może on zostać ogłoszony. Podobnie jak życie – jest tylko przystankiem w dalszej drodze.

To trochę jak maraton z niewiadomą ilością kilometrów. W przeciwieństwie do maratonu, chcemy, żeby było ich jak najwięcej. Singapur jest kolejnym kilometrem, przystankiem na mojej trasie. Ile ich będzie? Tego nie wiem.

Przed wylotem z Polski śniła mi się ciemna noc nad poznańską Wildą. Granatowe niebo nad szarymi kamienicami i … tęcza. Przepiękna, kolorowa tęcza na nocnym niebie.

Gdyby nasz lot do Singapuru czy bieg w maratonie przestać traktować jak lot na księżyc, okazałoby się, że są to całkiem normalne, zaplanowane mniej lub bardziej starannie cele, marzenia, które udało się zrealizować. Jako cel sam w sobie i jako cel pośredni.

Myślę, że wszędzie i zawsze można zobaczyć tęczę. I każdy może mieć swój własny, prywatny „Singapur” …

Advertisements