biegam boso

tu i teraz. czas nie istnieje

Medytacja czyli jak zatrzymać czas? 23 sierpnia 2010

Filed under: Uncategorized — Asia Klar @ 11:41 pm

Kiedyś biegnąc pomyślałam o tym, że najchętniej na treningi zabierałabym aparat. Żeby móc uchwycić to wszystko co udaje mi się dogonić. Gdyby tylko jeszcze móc się zatrzymać i zrobić zdjęcie samej sobie, spoconej twarzy, próbującym się rozluźnić zaciśniętym palcom u dłoni, lądującej na ziemi stopie. I zrobiło mi się żal, że to niemożliwe. Że nie da się robić jednocześnie tych dwóch rzeczy. Uśmiechnęłam się nawet wyobrażając sobie biegnącą siebie z lustrzanką (nawet zegarek mi przeszkadza, bo jest „za ciężki”).
Mojej córce powtarzałam zawsze, żeby robiła zdjęcia oczami. Wtedy zostają w głowie na zawsze. Mam takie zdjęcia, dzięki którym po zamknięciu powiek przenoszę się w czasie i przestrzeni do cudownych chwil. Mam nadzieję, że wrócę do fotografii. Jest magiczną sztuką zamrażania czasu. Podobnie jak teatr czy kino.
Bieg sprawia, że czuję, że czas nie istnieje. Zatrzymuje się i znika, a ja pędzę w przestrzeni obok zatrzymanych obrazów. Kiedy czas przestaje istnieć, wyhamowujemy i zaczynamy wsłuchiwać się w siebie. To medytacja! – i bieg i fotografia są medytacją!
Może jednak mają one więcej wspólnego niż mi się wydaje? 3 w 1. Znowu.

Reklamy
 

Energetyczna (r)ewolucja w bieganiu. 18 sierpnia 2010

Filed under: Uncategorized — Asia Klar @ 9:34 pm

Czy jeśli odmierzam odległości godzinami biegu potrzebnymi do ich pokonania, jestem już uzależniona?

Zazwyczaj nie robię rzeczy, które mnie nie interesują, których nie lubię, które mnie nudzą. Jeśli coś mnie zainteresuje, czuję, że mózg, coraz bardziej uzależniony i głodny domaga się nowych informacji i doświadczeń, którymi zaczyna nasiąkać krew płynąca w moich żyłach. Następuje jakaś transmutacja i błyskawicznie staję się kimś nowym, awatarem.

W związku z tym, po połknięciu „Urodzonych biegaczy” i „Co myślę kiedy mówię o bieganiu”, dziś kupiłam książkę „Chi Running – rewolucja w bieganiu”. Ugryziemy bieganie od innej strony, bliższej mi duchowo i zawodowo. Tai-chi zachwyciło mnie idealnym połączeniem tańca i jogi. Teraz dokładamy do tego kolejną pasję – bieganie. 3 w 1.

Mam nadzieję, że pomoże mi to fizycznie i psychicznie opanować wątpliwości dotyczące dalszych treningów. Kiedy postanowiłam, że tylko część treningów do maratonu będzie „bosa”, kierowałam się wątpliwościami, czy zdołam się przygotować i przebiec maraton całkiem bez butów. Od dwóch tygodni biegam tylko boso (najdłuższy bieg 13km), z niechęcią patrząc na stojące w kącie buty. Wczoraj się złamałam, postanowiłam być rozsądna i założyłam moje Nike’i.  No i porażka, całkowita. Trening kompletnie zawalony. Tempo, dystans, a do tego pomimo krótkiego treningu rozbolała mnie kostka. W butach poczułam się jak w chmurze z waty na stopach. Takiej ołowianej waty. Niepewnie, za miękko, za ciężko, dziwnie.

Czy to zonacza, że nie mogę biegać w butach? Myślę, że mogę, ale dokonała się już jakaś zmiana. Czy jest to wynikiem przemyślaniej decyzji czy bardziej intuicji? Czy smak wolności zawarty w możliwości wyboru nie okaże się gorzki?

Kiedy nic nie musisz – możesz wszystko. Mój nauczyciel powiedział, że w zasadzie wystarczy, że podjełam decyzję o starcie. Nie muszę już tego robić, choć oczywiście mogę biegać, bo to pozwala usuwać toksyny z organizmu.

Ma rację. Nie muszę wystartować, nie muszę przebiec. Ale chcę! Czy nie będzie mi żal, jeśli nie uda mi się przygotować?

 

14 000 km. 2 miesiące biegu non stop. START! 12 sierpnia 2010

Filed under: Uncategorized — Asia Klar @ 8:29 pm

Za dwa miesiące przeprowadzka do Azji. Zbyt mało czasu, żeby przeżyć wszystkie chwile warte zapamiętania, żeby pożegnać się i jednocześnie przygotować na nowe wyzwania. Spróbuję dogonić pędzący czas. Biegnąc. Boso. Bo dzięki temu czuję wolność i każde ziarnko piasku pod stopą.

Dziś usłyszałam: „ale chyba nie chcesz biec całego maratonu, tylko jakąś część? najwyżej połowę? jeśli w ogóle dobiegniesz do mety … to musiałby być cud”. Bolesne i blokujące powątpiewanie w to, że dam radę, że mogę mieć marzenia i je realizować. Zdziwiłam się, że zabolało. Po tylu latach ciągle boli? W jakim stopniu te słowa mnie dotkną, czy wpłyną na to co zrobię?

Dotarło do mnie, pierwszy raz tak wyraźnie, że jestem wolna. Wszystko co osiągnęłam zawdzięczam sobie i swoim decyzjom. Jestem silna i potrafię! To wszystko co przychodzi z zewnątrz i boli nie jest moje, nie mnie dotyczy i nigdy nie dotyczyło … Teraz to wiem i dlatego pobiegnę, bo chcę, bo lubię, bo podjęłam taką decyzję nie dla innych, nie wbrew nim a tylko dla siebie.

Jestem biegową amatorką. Zawodowcy patrzą na takich z lekceważącym uśmieszkiem na ustach i trochę ze złością, że bierzemy się „dla zabawy” za coś, nad czym oni ciężko pracują. Na dodatek wymyśliłam sobie, że wezmę udział w maratonie. Dlaczego? Bo kiedy byłam mała nie wierzyłam, że mogę osiągnąć cokolwiek, że mogę marzyć i sięgać do gwiazd. O maratończykach myślałam, że są nadludźmi, bogami o tytanowych ciałach. Co ciekawe dziś nie myślę, że robię coś nadzwyczajnego. To naturalne, mierzę się ze swoim ciałem i umysłem, podejmuję decyzje, jestem konsekwentna. To trudne, ale realne.

Sprawdziłam dziś odległość między Polską i nowym domem w Azji – ok. 14 tys. km. Dwa miesiące biegu non stop.

Ten bieg już się zaczął. Do zobaczenia jutro o świcie na trasie. Do zobaczenia za dwa miesiące na mecie maratonu!